Z pamiętnika Skyrunnera, czyli wysokogórski Bieg Im. Dha Franciszka Marduły

 

W sobotę, dokładnie o godzinie 7.00 rozpocznie się cała przygoda - Mistrzostwa Polski SkyClassic. Trasa 32km i +-2200m po malowniczych szlakach najpiękniejszych gór na świecie, tak, 2200m i tu pojawia się nieśmiałe pytanie: biegu, marszu, a może wspinania? Jaki sprzęt zabrać? KTÓRE BUTY??!! Jaka będzie pogoda? Czy wystarczy mi sił na 4h rywalizacji? Co zrobić, żeby żołądek siedział cicho cały bieg i nie marudził? Na te i inne pytania nie znajdziecie w tym tekście jednoznacznej odpowiedzi.

 

W pierwszym zdaniu zapytam: kim jesteś? Czy… mega wyjadaczem trailowym, skyrunningowym i biegowym? Zapraszam do zabawy, czytając moje wątpliwości na pewno się uśmiechniesz i przypomnisz sobie jak było przed Twoim pierwszym razem. Jeżeli jednak przygotowujesz się do swojego debiutu w biegach górskich lub skyrunningu (niekoniecznie w ten weekend J) zostań na chwilę, na pewno znajdziesz w tekście garść porad, a dodatkowo dużo wsparcia i zrozumienia.

TRASA I PRZYGOTOWANIA

Sezon skiturowy zakończyłam 27 kwietnia. Tego dnia w ważnych sprawach służbowych zostałam oddelegowana daleko na nizinne tereny Polski. Byłam wtedy naprawdę dobrze przygotowana siłowo – na koniec kwietnia zaliczyłam przecież maraton skialpinistyczny na Chopoku  +4000m, ale równinne ścieżki zachęcały raczej do rozwijania prędkości poniżej 4min/km i treningu lekkoatletycznego pod płaskie biegi, dlatego patrząc na profil Mistrzostw jestem pełna pokory i przygotowana na ból. W Dęblinie spędziłam 1,5 miesiąca, w tym czasie w górach byłam tylko kilka razy.. na rowerze MTB, w którym się totalnie zakochałam! Na szczęście wyjadacz Filip wybierał takie trasy, że połowę drogi zamiast jechać (on jechał), biegłam z rowerem – chyba mogę to zaliczyć jako trening podbiegów w butach z SPD? No dobra, wstyd się przyznać, że także czasami i zbiegów…

W tym miejscu gorące podziękowania dla mojego trenera, Mateusza Kuliga, który stanął na wysokości zadania i sprawił, że „w tym szaleństwie jest metoda”, poukładał moje szaleńcze zrywy i dostosował jednostki do terenu, w którym akurat przebywałam.

UBRANIE

Na początek musze podkreślić, że mi jest wiecznie gorąco w trakcie biegania! W zimie „ómieram”
z zimna na nartach, a w lecie gotuję się w sosie własnym, chyba mam jakiś termoregulator popsuty, czy coś. Ubranie już wybrałam, także kolorystycznie, co bym przez 4h źle nie wyglądała, bo wiadomo, że to daje -5pkt. do szybkości. Patrząc na prognozy pogody, ma być gorąco, ale z zagrożeniem burzowym, ja nastawiam się na upał i wybieram króciutką spódniczkę biegową od Attiq (szybkość +5pkt.) i cieniutką bluzkę na ramiączkach (model Ayra - wytrzymałość +5pkt.) lub z krótkim rękawem (Asteria -wytrzymałość +5pkt.). Tak, ja biegnę w spódnicy, sama nie mogę w to uwierzyć. Kto mnie zna, ten wie, że jedyna spódnica, jaką ubieram to ta od munduru galowego, służbowo. Zabieram również prawdopodobnie kamizelkę biegową na żele i flaski z izotonikiem. Nad butami zastanawiam się i pewnie zastanawiać się będę aż do dnia startu – do wyboru mam Salming T1, Salewa Lite Train lub Salomon S-lab wings, z czego nastawiona jestem raczej na te pierwsze albo te drugie, bo akurat wspomniane Salomony wydają mi się być dosyć toporne – dobre na trening.

 

 

 

STRATEGIA

Wiadomka, „ruszasz piecem, a potem już tylko przyspieszasz”, co tu się rozpisywać? Żartuję! Zazwyczaj biegowo jestem bez strategii, starając się jedynie nie przesadzić na starcie, to 32 km więc będzie gdzie wyprzedzać, ale tak samo i być wyprzedzanym, więc pokora wskazana. W tamtym roku zaliczyłam jeden bieg z serii skyrace (X2 Race, Rumunia) i po prostu sobie biegłam, mocno, na tyle ile nogi i płuca pozwalały, na koniec starając się dać więcej i więcej, tym bardziej, że biegliśmy łeb w łeb z Rumunem Catalinem. Rywale są tym, co napędza, cieszę się patrząc na listę, bo na pewno będę miała kogo gonić i tym razem nie będzie to żaden chłopak  Skyrunning jest na tyle specyficzny, że zabawa terenem, wyzwania w postaci pionowych podbiegów i technicznych zbiegów pozwalają zająć myśli i głowa zapomina dać znać o zmęczeniu.

ODŻYWIANIE

Na skiturach prawie nigdy nie mam problemów żołądkowych, co innego przy bieganiu. Wieczne trzęsienie, skakanie z nogi na nogę, to nie jest to, co brzuszek lubi najbardziej, więc już na zapas zażywam probiotyk, dodatkowo 3 dni przed zawodami nie dotykam mięsa, nabiału i smażonych potraw, nawadniam się sokami i izotonikiem (zawsze wybierałam cytrusowe, ale malinowe ALE Race wymiata, zawody teraz zawsze będą dla mnie pachnieć malinami :D ). Jestem straszną „kawiarą”, nie wyobrażam sobie dnia bez małej czarnej, więc staram się także uzupełnić magnez za pomocą ampułek. Przed biegiem na pewno wjedzie baton energetyczny (też malinowy, ALE), a na same zawody zabieram 5 żeli, z czego 2 z kofeiną (o smaku kawy haha). Podobna strategię już stosowałam wcześniej i mnie nie zawiodła, ważne jest, aby wypróbować wcześniej żel, który chcemy użyć na zawodach! Najlepiej na treningu o wysokiej intensywności, żeby zobaczyć jak organizm zareaguje w podobnych warunkach. Może jestem monotematyczna, ale od kiedy wypróbowałam suple ALE i zdały egzamin, już żadnych innych nie testuję. Jakby co, smaki „truskawka-banan” i „cafe-latte” najlepsze.

Już dzisiaj nie mogę się doczekać samego biegu!! Na liście startowej taki gwiazdozbiór, że już zajęcie miejsca na starcie będzie wyróżnieniem, świetnie będzie zobaczyć górskich ścigantów w akcji, nawet jeżeli będę ich widziała tylko na początku. Kocham te emocje na starcie, walkę na trasie, kilkukrotne umieranie i wracanie do żywych, dalej ryzyko na zbiegach i widoki zapierające dech w piersiach,
a nagrodą jest radość na mecie, którą można dzielić się z innymi biegaczami. To… z kim widzę się na trasie?