Zimowy Maraton Bieszczadzki - Dominik Grządziel

 
Zimowy Maraton Bieszczadzki i Zimowy Bieg Narciarski Tropem Wilka był moim drugim startem w tym sezonie. Chciałem pobiec w jakimś zimowym maratonie i wybór padł na imprezę organizowaną przez Fundację Biegu Rzeźnika. Mimo, że trasa wyścigu nie była górska, to dokonanego wyboru nie żałuję – super było ponownie przyjechać w Bieszczady i poczuć ich klimat. Przed startem widziałem, że obsada będzie najmocniejsza ze wszystkich dotychczasowych edycji ZiMBa, z truskawką na torcie w osobie Bartka - Bartosz Gorczyca FanPage, biegacza z TOP3 górskich wyjadaczy! Można powiedzieć, że zwycięstwo w wyścigu zostało już przydzielone, aczkolwiek liczyłem, że może trochę dystansu z Bartkiem uda się pokonać. Niestety już pierwsze kilometry nie pozostawiły wielu złudzeń. Bartek był po prostu sporo szybszy. Chcąc utrzymać tempo maratońskie i nie zdechnąć pod koniec trasy, musiałem go odpuścić i biec swoje. Nie byłem sam. Początkowo biegliśmy w 4kę z Tomkiem Koczwarą, Robertem Faronem i nie znanym mi do tej pory kolegą, który okazał się jakimś mieszkającym za granicą wyjadaczem…
Pierwsze wzniesienia na trasie uszczupliły naszą grupę o osobę Roberta. Po kilkunastu kilometrach powoli odhaczyliśmy kolegę z zagranicy i biegliśmy z Tomkiem. Tomek, w swoim stylu, nadawał konkretne tempo na płaskich i lekko opadających fragmentach trasy. Siedziałem na jego plecach i czekałem na ostatnie 15 km, które wiodły do góry. Lekko już zbombiony starałem się urwać rywala, ale udało się uzyskać tylko kilkanaście sekund przewagi. Sztuka ta udała się dopiero na krótkim stromym podbiegu za ostatnim bufetem. Na szczycie miałem może minutę przewagi nad Tomkiem, a do mety 7 km lekko w dół. To był ten moment wyścigu, kiedy należało zaprzestać kalkulacji i włączyć tryb „all out”. Odpaliłem wszystkie rakiety, odbezpieczyłem zawory i poleciałem! Mijając nadbiegających z naprzeciwka zawodników darłem do mety. Oglądałem się za siebie, ale nie widziałem rywala za plecami, co dodatkowo mnie motywowało do szybszego przebierania krótkimi nóżkami. Dużo wsparcia dostałem od mijanych biegaczy, za co szczerze dziękuję.
Nie odpowiadałem Wam, ale bałem się że jak otworzę usta, to mi wypadnie serce i nie znajdę go w tym śniegu. 
Ostatni zakręt i kilkaset metrów po torach. Baner z napisem meta i koniec, udało się! Zarówno obronić 2 lokatę, jak i pobiec poniżej 3h (prawie 44 km i 800 metrów w górę w czasie 2:58:44). Nie wygrałem, ale ogranie w tym dniu Bartka nie było możliwe - przybiegł prawie 7 minut wcześniej!!! Niemniej jestem zadowolony ze swojej dyspozycji, tym bardziej jak na tak płaski wyścig. Do końca zachowałem siły, które pozwoliły na ostatnich km w dół dołożyć 2 minuty do przewagi nad Tomkiem, czego się na pewno nie spodziewałem. Po wyścigu już odpocząłem. Pora powoli brać się do treningów i w marcu powalczyć na Grand Prix Krakowa w biegach górskich o nowy rekord trasy.
Biegłem w: Kurtka  DVlite 2L | Spodnie SHARQ | Czapeczka 17stka | Buty: Salmingi Trail5
Zdjęcia: Magdalena Bogdan |Jolanta Błasik - Wielgus | Marcin Złotowski